“Strefa: Norwegia” – relacja i podsumowanie
Od października 2009 roku Teatr Polski realizuje projekt “Strefa: Norwegia”, którego celem jest przybliżenie widzom z Dolnego Śląska kultury Skandynawii poprzez media takie, jak teatr, film i literatura. W ramach projektu odbywały się spektakle, czytania sztuk i wykłady, jak również prace reżyserskie pomiędzy polskimi i norweskimi artystami, głównie z Teatru Polskiego oraz Grusomhetens Teater (Teatru Okrucieństwa) w Oslo.
Projekt składał się z kilku części i trwał przez cały sezon 2009/2010. Pierwsza część, od października do kwietnia, była cyklem spotkań poświęconych dramaturgii i teatrowi norweskiemu w ramach “Czynnych poniedziałków” oraz Wszechnicy Teatralnej. Cykl ten objął wykłady prowadzone przez ekspertów w dziedzinie historii teatru norweskiego, problematyki związanej z realizacjami ibsenowskimi w Polsce oraz twórczości Henryka Ibsena, bowiem to temu twórcy poświęcono głównie uwagę na festiwalu. Druga część to projekt warsztatowo-performatywny – wariacja na temat “Domu lalki” Henryka Ibsena – poprowadzony przez Norwega oraz inscenizacja “Pani z morza” tego samego autora, poprowadzona przez polskiego reżysera pochodzenia norweskiego. Część trzecia to tygodniowy festiwal, z jednej strony podsumowujący projekt, z drugiej – prezentujący widzom efekty wspólnej pracy oraz całkiem nowe spektakle i filmy.
Warto podkreślić, że powstanie projektu nie było by możliwe bez środków przekazanych z Funduszu Wymiany Kulturalnej w ramach Mechanizmu Finansowego EOG oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego, stworzonego przez Norwegię, Islandię i Lichtenstein w celu kulturalnego zbliżenia między Polską a tymi państwami. Są to ważne informacje. Wskazują one na fakt, iż z obu stron istnieje duża chęć i potrzeba inicjowania tego typu spotkań i że chęć ta nie pozostaje bez realizacji w rzeczywistości, co więcej – że pragnienie zostaje przekute na sensowny, wieloaspektowy, dobrze przygotowany i przystępnie poprowadzony projekt.
Z perspektywy widza najciekawszą częścią projektu wydaje się podsumowujący go festiwal. W jego ramach, w kolejnych dniach odbyły się projekcje spektakli i filmów, jak również rozmowy z reżyserami i dyrektorami teatrów. Różnorodność przedstawionego materiału pozwoliła na wybranie widzowi tego, co najlepsze, przy czym smaczków nie brakowało. Wraz z pierwszym dniem festiwalu, we wtorek 22 czerwca, obejrzeć mogliśmy “Górskiego ptaka” Henryka Ibsena w reżyserii Larsa Øyno z Grusomhetens Teater. Spektakl powstał na podstawie odnalezionego, niedokończonego libretta opery Ibsena. “Górski ptak” to młoda dziewczyna, której jako jedynej udało się przetrwać zarazę w dolinie Justedalen. Dziewczyna ta, żyjąc w izolacji, oddaliła się od ludzi i stała się dzika. Odnalazł ją młodzieniec z pewnej wioski, zakochał się w niej, co z kolei postawiło pod znakiem zapytania przygotowania do jego ślubu, rozpoczęte przez mieszkańców wioski. Inscenizacja Øyno rzeczywiście zachwyca – trudno tu znaleźć słabe punkty, można jedynie zarzucić reżyserowi przeciąganie niektórych scen, co jest widoczne i wyczuwalne mimo braku zrozumienia języka norweskiego. Poza tym spektakl zachwyca zarówno precyzyjną grą aktorów i śpiewem – są tu bowiem rozbudowane elementy operowe, ale też tradycyjną muzyką, która stanowi integralną część spektaklu, przepięknymi strojami, przemyślanym ruchem scenicznym i malarską scenografią. Wydaje się, że efekt ten udało się osiągnąć m.in. dzięki preferowanej przez Øyno metodzie pracy z aktorem – “anatomicznej psychoanalizie”, która łączy oddech, gest, dźwięk i emocje.
Z kolei “Pani z morza” w reżyserii Piotra Chołodzińskiego to próba podejścia do jednej z najmniej znanych sztuk Ibsena, rzadko wystawianych w Polsce – pierwszy natomiast raz we Wrocławiu. Dramat odczytywany jest jako “konfrontacja natury z wolnością, chaosem, brakiem norm z rygorystyczną, pełną hipokryzji kulturą końca XIX wieku”. Pierwsza (natura) uosabiana jest przez tytułową Panią z morza, druga (kultura) – przez patriarchalną rodzinę. Sama inscenizacja pozostaje jak zwykle kwestią dyskusji – jednym być może spodobała się delikatna forma sceniczna, w którą ujęto dramat (fragmenty wydm w ciemnej barwie i jeziora, świece, piękne suknie kobiet, współczesne wstawki muzyczne i taneczne, aktorzy, którzy wypowiadali się wyraziście i spokojnie, lekka atmosfera). Innym z kolei spektakl mógł jawić się jako opera mydlana, łzawa ni to komedia, ni to tragedia jednostek uwikłanych w przedziwne relacje, którym reżyser nakazał poruszać się jak najbardziej sztywno i manierycznie tak, aby wydobyć nudę tych popołudni, i aby w tę nudę wciągnąć bezbronnego widza. Jawić się mógł również jako taki, w którym piękna forma przerasta treść, wybrzmiały na jednej tonacji, tak samo mało wyrazisty i wyślizgujący się z percepcji widza, jak mało wyraziste i obślizgłe były ryby, obierane przez jednego z bohaterów. Szkoda, bo pierwsza scena, eteryczna, ze świeczkami w łódeczkach, puszczanymi na wodę, z czerwoną suknią jednej z aktorek, zapowiadała seans niezwykły.
Chyba najlepszym “punktem teatralnym” całego festiwalu był projekt “Synowie postfeminizmu” w reżyserii Rolfa Almego – współczesny komentarz do “Nora. Dom lalki” Henryka Ibsena. “Nora. Dom lalki” to – ujmując w skrócie – literacki obraz XVIII społeczeństwa, w którym kobietom przeznaczona jest niższa pozycja społeczna, stąd też dążą do emancypacji. Ibsen, poddając analizie przypadek małżeństwa Nory i jej męża Helmera, ukazał drogę budzenia się świadomości kobiet. Dramat ma oczywiście formę klasyczną, natomiast Rolf Alme rozpisał interesującą wariację na jego temat – zmienił liczbę postaci i skonstruował nowe dialogi. Przeniósł on akcję w czasy współczesne i nakreślił portret mężczyzn wychowanych przez niezależne, wyemancypowane kobiety, zbadał, jacy są ci mężczyźni, co myślą, co czują. Konkluzją ideową, wypływającą z toczącej się niezwykle wartko akcji, jest, iż tak wychowani mężczyźni nie rozumieją “wyzwolonych” kobiet, nie potrafią im dogodzić i nie odnajdują się w relacjach z nimi. Również synowie wyemancypowanych mężczyzn muszą od początku sami określić siebie wobec życia w społeczeństwie, ponieważ brakuje dawnych punktów odniesienia. W inscenizacji Almego, która zapowiedziana była jako “work in progress”, ujmuje właśnie wartko tocząca się akcja, dobra gra aktorów oraz dowcip językowy i sytuacyjny właściwie wyeksponowany na scenie. Podobnie jak w “Górskim ptaku” atmosfera “Domu lalki”, czyli “ekstrakt sztuki w sztuce”, jest tu zdecydowanie wyczuwalny, o czym z kolei trudno powiedzieć odnośnie wspomnianej wcześniej “Pani z morza”.
Wśród festiwalowych czytań warto wymienić czytanie “Treningstime” Ariego Behna. Ari Mikael Behn, właściwie Ari Mikael Bjørshol, to pisarz i dramaturg – barwna postać norweskiej kultury. “Treningstime” był debiutem dramaturgicznym tego artysty – sztuka nie była jeszcze wystawiana, a jej czytanie było światową prapremierą. Dramat opowiada o perypetiach Lydii Behrens, znanej aktorki, która przygotowuje się do powrotu na scenę po dłuższej przerwie w występach. Pomaga jej w tym wynajęty przez jej męża, Antona Sommerfeldta, osobisty trener – Kevin. Kevin zdobył zawód trenera w więzieniu i pracuje w klubie fitness. Interesujące, że obu mężczyzn łączą jakieś sprawy z przeszłości. Kevin wydaje się być pewnym narzędziem Sommerfeldta w grze toczonej między nim a jego żoną. Drugim czytaniem z kolei był “Wernisaż” Cecilie Loveid. Sztuka opowiada o malarce i fotografce Julie, która straciła męża i ma schorowanego syna. Pierwsza część to “rzut oka” na wystawę fotografii Julii w jednej z galerii. Dalsza akcja toczy się w wystawionym na sprzedaż domu. Wcześniej Julia mieszkała w nim ze swoim mężem. Pod koniec dramatu dowiadujemy się, że to właśnie z nim związane przeżycia zostały przedstawiane na jej fotografiach – są “w nich zamknięte”.
Podczas festiwalu można było również obejrzeć serię norweskich filmów: “En folkefiende” na podstawie dramatu Ibsena “Wróg ludu”, a w reżyserii Erika Skjoldbjarga, “Kautokeino” w reżyserii Nilsa Gaupa oraz filmy krótkometrażowe studentów norweskiej szkoły filmowej. Filmy – o zróżnicowanej sile wyrazu artystycznego – ukazywały współczesne problemy Norwegów, poruszający szerokie spektrum tematyczne, m.in. trudne wybory kobiet, spotkania kobiet i wypływające z tych spotkań inspiracje, problem samopoznania.
Panel, podsumowujący projekt “Strefa: Norwegia”, z udziałem twórców polskich i norweskich oraz dyrektorów teatrów, odsłonił nieco arkana nawiązanej współpracy, wspólne miłe i niemiłe przeżycia (bowiem zdarzył się i konflikt) oraz satysfakcje. W panelu udział wzięli dyrektor Teatru Polskiego Krzysztof Mieszkowski, Lars Øyno – aktor i dyrektor Grusomhetens Teater w Oslo, Rolf Alme – norweski scenograf, architekt, wykładowca i reżyser, Piotr Chołodziński – polski reżyser pochodzenia norweskiego, konsultant merytoryczny i koordynator projektu w Oslo oraz Ewa Partyga – tłumaczka dramatów norweskich. Warto w tym miejscu pokrótce przybliżyć chociaż dwie sylwetki zagranicznych reżyserów, z których nazwiskami w Polsce rzadko mamy do czynienia, a których prace okazały się bardzo interesujące (co zaciekawionych może skłonić do dalszych poszukiwań, tudzież podróży do Norwegii).
Lars Øyno jest aktorem i dyrektorem Grusomhetens Teater w Oslo oraz absolwentem Wydziału Aktorskiego The Sately Theatre School w Oslo. Od 1992 roku na stałe związał się z Teatrem Grusomhetens jako dyrektor, a zarazem jego spiritus movens. Wystawił ponad 18 spektakli. Rolf Alme natomiast to scenograf, architekt, wykładowca i reżyser. Studiował w Oslo, Dreźnie i w Belgii, pełnił funkcję dziekana Wydziału Scenografii w duńskiej The Danish State Theater School, współpracuje z wieloma teatrami, zarówno norweskimi, jak i europejskimi.
Panel podsumowujący ujawnił kolejnymi wypowiedziami wartości zainicjowanego projektu. Krzysztof Mieszkowski stwierdził, że na zakończenie festiwalu powinno się myśleć o początku, że powinno się podjąć jakąś istotną współpracę z teatrami norweskimi, że koniecznością jest rozmowa. Stwierdził, że odnosi wrażenie, że żyjemy w pozornej rozmowie, które to wrażenie daje popkultura, że wydaje się, iż jesteśmy w jakimś istotnym dialogu, co jest nieprawdą. Dzięki festiwalowi mogliśmy przekonać się, co to znaczy dzisiaj norweska kultura, choć jest to kropla w morzu. Piotr Chłodziński położył akcent głównie na doświadczenie w pracy z aktorem polskim i norweskim, które określił jako zasadniczo odmienne. Podobnie, jak później Rolf Alme, wskazał on na dobre przygotowanie warsztatowe aktora polskiego. Lars Øyno dodał, że chociaż jego sztuka w jakiś sposób wywodzi się z praktyk Grotowskiego, to w przeciwieństwie do niego, uważa on, że sztuka powinna być kwestią otwartą – dla publiczności, powinna być czymś, czym się dzielimy. Ciekawym spostrzeżeniem Rofla Almego było, iż lepsza sztuka wypływa z melancholii niż ze szczęścia, aczkolwiek sam nie uważa się za melancholika. Z kolei Ewa Partyga mówiła o bardzo osobistej przemianie, której zaznała poprzez spotkanie z artystami norweskimi i polskimi, oraz o zupełnie nowym doświadczeniu zawodowym, które stało się jej udziałem.
Alicja Jasiok
źródło: pik.wroclaw.pl
30 czerwca 2010



English version





